Informacje o Ameryce Łacińskej

< Powrót do aktualności

8 najlepszych miast Ameryki Łacińskiej

Projekt Nomadlist.io opublikował najnowszą listę miast Ameryki Łacińskiej, miast najlepszych do życia i pracy. Punkty przyznawano za koszty życia, szybkość Internetu, klimat, bezpieczeństwo, wydatki na żywność, hotel, dostęp do strefy coworkingowej, stosunek do obcokrajowców i inne.

Oto i i zwycięzcy z regionu Ameryki Łacińskiej i Karaibów

 

Miejsce 8 – Recife, Brazylia

Ostatnie na liście najlepszych, z zaledwie 4 punktami. Położone nad Oceanem Atlantyckim Recife stało się jednym z głównych ośrodków turystycznych, edukacyjnych, kulturalnych i biznesowych Brazylii.

 

Miejsce 7 – Buenos Aires, Argentyna

Ukochane Buenos Aires dlaczego nie na pierwszym miejscu? Zaledwie 32 punkty dostało miasto tanga, w którym można zjeść najlepsze steki na świecie. Ale co ciekawe zdobyło najwięcej punktów pod względem podejścia do obcokrajowców.

 

Miejsce 6 – Medellin, Kolumbia

Zaskoczenie. Niegdyś miasto gangów narkotykowych, obecnie nowoczesny ośrodek regionu, Lokomotywa technologiczna Kolumbii.

 

Miejsce 5 – Kurytyba, Brazylia

Miasto współprojektowane przez Polaków. Mamy w nim nawet skansen polski. Kilkanaście lat temu otrzymało nagrodę najlepiej zorganizowanego miasta na świecie dzięki perfekcyjnemu systemowi komunikacyjnemu. Bezpieczeństwo. Bogate życie nocne. Porządek. Najlepsze coffee shops. I 45 punktów w rankingu.

 

Miejsce 4 – Playa del Carmen, Mexico

Położone nad Morzem Karaibskim w strefie turystycznej Riviera Maya (to ta strefa w której jest także Cancun). Piękne plaże ale też dużo turystów. Ciekawe życie nocne. Łatwy dostęp do Internetu. Przyznano 50 punktów.

 

Miejsce 3 – Puerto Rico, USA (Karaiby)

Kraj salsy i reggaeton. Z 54 punktami z wysokimi notami w każdej kategorii

 

Miejsce 2 – Cochabamba, Bolivia

Miasto z przezabawnie brzmiącą nazwą, wymawia się je „kociabamba”. Czyż nie cudownie? Traktowanie obcokrajowców nie ma najwyższych not ale wysoko pod względem kosztów życia i nocnych szaleństw. Punktów 63.

 

Miejsce 1 – Lima, Peru

Lima, stolica Peru na pierwszym miejscu z 66 punktami. Położone nad Oceanem Spokojnym wygrywa pod względem kosztów życia – ok. 1100 usd miesięcznie, szybkości Internetu 10 MB/s, ze średnią temperaturą 17 stopni Celsjusza, gdzie za 3 usd można dobrze zjeść. Łatwo o dobrą kawiarnię z dostępem do Internetu czy strefy coworkingowej (koszt 179 usd za miesiąc nielimitowanego dostępu).

 

A dla mnie? Najchętniej zamieszkałabym w Buenos Aires – jest tam wszystko czego do życia potrzeba włącznie ze stekami, tangiem, świetnymi sklepami, klubami, latynoskim luzem i europejskim podejściem do wielu istotnych spraw. Nie ma aż tak dużej przepaści kulturowej. Jest czysto. Jest kulturalnie. Kafejki najbardziej wymarzone na świecie, uśmiechnięci ludzie.

 

Drugie miejsce zajęłaby Lima. Chociaż ma się jak piernik do wiatraka jakby ją porównać do Buenos. To zupełnie inna bajka. Lima jest bardzo rozwarstwiona. Obok licznych dzielnic nędzy i slumsów na przedmieściach wyrastają bogate domy i wysokie hotele w dzielnicach Miraflores czy San Isidro. Biedni Indianie za grosze pracują u bogatych potomków Hiszpanów czy Włochów. Uporządkowane architektonicznie dzielnice, szerokie chodniki, restauracje nad klifem z najlepszym ceviche czy owocami morza, apartamenty gdzie rodzina zwyczajowo ma nianię, kucharkę, ogrodnika i czasem szofera. Tak, tak. Żyć nie umierać bo taka „służba” kosztuje bardzo mało zakładając zarobki na poziomie europejskim. A obok okolice starego miasta tzw Centro Historico, z coraz większą przestępczością, korkami, biedą i brudem na ulicach. I koloryt indiański w pełnym wymiarze. Może mało europejsko, może mgła garua czasem przysłania niebo i Lima wtedy wydaje się taka szara i nijaka. Może to nie jest ciekawe miasto, mało atrakcji turystycznych. Ale wizja pracy, utrzymania się, mieszkania i całej tej otoczki jest bardzo realna.

 

Na trzecim miejscu dla mnie jest Kurytyba, która zasługuje na wyższą pozycję. Bardzo polsko, bo to miejsce polskich emigrantów – naszych pradziadków. Miasto faktycznie uporządkowane ze wspaniałym klimatem.

 

A dalej? Do mieszkania na stałe to koniec mojej listy, no może jeszcze Recife w Brazyli. A do pobycia ale nie na stałe na pewno bym dorzuciła Bariloche w Argentynie (to piękne miasto z niesamowitą architekturą i mnóstwem Europejczyków), Cuzco w Peru (miałabym dużo grup), Vina del Mar w Chile, Archipelag Los Roques w Wenezueli (do wylegiwania się), San Jose w Kostaryce, Antiguę w Gwatemali, Potosi w Boliwii (ciekawią mnie te kobiety pilnujące kopalń), Grenadę w Nikaragui (założyłabym hotelik w jednym z podupadłych domów kolonialnych) czy Cartagenę w Kolumbii.

 

Byłam na chwilę krótszą lub dłuższą w każdym z wyżej wymienionych. Do niektórych powracałam wielokrotnie.  Ale na co dzień mieszkam w Warszawie, która może nie ma najlepszego podejścia do obcokrajowców ale ma cały szereg knajp z dostępem do Internetu. Może koszty życia są wysokie, zbyt wysokie ale nielimitowany dostęp do strefy coworkingowej kosztuje około 150 usd (taniej niż w Limie)! Może za 3 usd dostępny jest posiłek w tanim barze mlecznym ale za 4 -5 usd już całkiem przyzwoity obiad. Ciekawa jestem na którym miejscu moje  miasto by wypadło w rankingu europejskim? 

 

Autor: Marta Podleśna Nowak

Żródło: pulsoscial.com