Artykuły o Ameryce Łacińskej

< Powrót do artykuły

BEZPIECZEŃSTWO W KOLUMBII

Ponad polowa mieszkancow Kolumbii to mestizos, o krwi europejsko – indianskiej. Okolo 20% stanowia mulatos czyli mieszkanka europejsko – afrykanska. Tyle samo jest bialych, glownie potomkow Hiszpanow zamieszkujacych miasta. Pozostali to zambos – potomkowie Afrykanczykow i Indian oraz czystej krwi Indianie. Dziesieciolecia politycznych konfliktow w Kolumbii maja swe odbicie w spoleczenstwie. Dzieci w miastach sa pilnowane, domy mieszkalne calodobowo chronione. Mieszkancy miast cierpia na manie przesladowcza, spowodowana licznymi porwaniami, rabunkami i dzialalnoscia karteli narkotykowych.

Przewodnik Pascal z 2005 roku podaje – Wiele osob decyduje sie na podroz miedzy miastami tylko w ramach caravanas turisticas organizowanych w szycie sezonu turystycznego, co wymaga zatrudnienia olbrzymiej liczby zolnierzy przy glownych drogach, by nie dopuscic do kradziezy i porwan. (…) Kolumbia to kraj meskiej dominacji. Podrozujace kobiety wzbudzaja wiecej ciekawosci, uwag i zaczepek, niz moglyby sie spodziewac w Europie. Niektorzy mezczyzni przygladaja sie kobietom na ulicy, komentuja ich wyglad, a czasem nawet probuja nawiazac fizyczny kontakt. (…) Dobrze jest miec zwitek drobnych banknotow w razie napasci – jesli rabusie nie znajda chocby paru peso, moga byc nieobliczalni. (…) Nie warto walczyc ani uciekac, nie mozna tez liczyc na pomoc przechodniow. (…) Zagrozenie stanowi burundanga, narkotyk uzyskiwany z pewnego gatunku drzewa. Burundanga jest powszechnie uzywana przez zlodziei do pozbawiania ofiar przytomnosci. Moze byc dodawana do slodyczy, papierosow, gumy do zucia, alkoholu, piwa i wlasciwie kazdego napoju i pozywienia. Narokotyk ten nie ma wyczuwalnego smaku ani zapachu. Po jego zazyciu nastepuje utrata woli i pamieci, a takze sennosc, ktora utzrymuje sie od kilku godzin do kilku dni. Przedawkowanie moze prowadzic do smierci. (…) Trzeba trzymac sie zelaznej zasady poruszania sie wylacznie w dzien i tylko po glownych drogach. Nawet one moga byc niebezpieczne. Najgorsza slawa cieszy sie droga Popayan – Pasto. Napady na autobusy odnotowano takze na szosach Bogota – Medellin – Cartagena i Bogota – Santa Marta. (…) Porwania dla okupu weszly na stale do repartuaru metod stosowanych przez partyzantow. (…) W roku 2002 porwano w Kolumbii rekordowa w skali swiata liczbe ok. 3 tys osob, w tym obcokrajowcow. (…) Znacznie czestsze od porwan sa nocne napady na autobusy w poszukiwaniu pieniedzy i kosztownosci. Bandyci zatrzymuja autobus za pomoca blokady na drodze i rabuja dobytek pasazerow. (…)

Hmm, przewodnik z 2005 roku czyli jakby aktualny. Naczytalam sie tego typu wiadomosci w przewodniku i na stronach www. Sposrod turystow napotkanych w Wenezueli nikt do Kolumbii nie jechal i zapytani dziwili sie, ze sie wybieram do tego kraju i to droga ladowa. Do tego wlasciciele hotelu w Cartegenie i goscie opowiedzieli mi kilkanascie historii o porwaniach, zabojstwach, kradziezach. Pewien lekarz, ktory przez 30 lat mieszkal w Bogocie przekonywal, zebym do Bogoty nie jechala bo tam mnie na pewno okradna, a jak wejde nie w ta ulice, gdzie trzeba to moge nie wyjsc zywa. Poza tym kradna w taksowkach, na dworcach, bezpiecznie nie jest tez w hotelach. Spacer samotny wykluczony, bo to gwarancja rabunku. Przyznam, ze zaczelam czuc sie co najmniej nieswojo. Tym bardziej, ze nie spotkalam dotychczas w Kolumbii zadnego bialego turysty, jestem kobieta i podrozuje samotnie. Postanowilam Bogote ominac i jechac trasa Cartagena – Medellin (tak, tak, wlasnie na tej trasie ponoc napadaja), Medellin – Cali – Popayan – Pasto (tu tez napadaja)- Ipiales. Hmm, rekomendacja w przewodniku nie wyglada ciekawie. Probowalam zasiegnac jezyka o ewentualnych przelotach do Quito. Sa z Cali, ale tylko w pn, sr i pt. Nie oplacalo sie czekac do poniedzialku. A wiec czekala mnie dluga podroz droga ladowa.

Przygotowalam sie jak na wojne. Broni tylko nie mialam. Zabezpieczylam paszport i czeki w tzw pasie, ktory schowany jest w spodniach. Pieniadze pochowalam w schowkach w biustonoszu i w innych czesciach garderoby. Przygotowalam kilka zwitkow banknotow o rownowartosci lacznej ok 100 dolcow, ktore umiescilam w portfelu i w kieszeniach, na wypadek rabunku. Plecak zwiazalam i zabezpieczylam klodka, gdyby ktos na dworcu chcial cos wyciagnac z kieszeni. Zakupilam wode i odpowiednia ilosc suchego prowiantu, zeby nie miec koniecznosci kupowania jedzenia w trasie. I z duza doza optymizmu ruszylam taksowka na dworzec. Autobus ruszal o 14.30, mial jechac 13 godzin i dotrzec do Medellin ok. 3.30 w nocy. Musialam jechac nocnym i musialam byc wczesnie rano na miejscu, by miec mozliwosc przejechania sporej czesci Kolumbii za dnia. Liczylam na bezposrednie polaczenie z Medellin do granicy, bez zadnych przesiadek i liczylam rowniez na opoznienie autobusu, zeby byc na dworcu po wschodzie slonca. W poczekalni dosc szybko kilku mezczyzn zaczelo sie interesowac moim plecakiem. Poprosilam wiec pracownika terminalu o wpuszczenie mnie za bramke, by nie czekac w tlumie ludzi w poczekalni. Zgodzil sie. Oczekiwalam wiec na odjazd autobusu w bezpiecznym miejscu, gdzie byli tylko kierowcy autobusow. Oczywiscie w autobusie bylam jedyna turystka. Coz…

Autobus wygodny, jest gdzie wyciagnac nogi. Przez 4-5 godzin nie jechalismy glowna trasa Cartagena – Sincelejo tylko bocznymi drogami przez San Onofre, Toluviejo, Lorica i inne wioski az do Monterii, gdzie wjechalismy na glowna trase. Mialam mozliwosc zobaczenia kolumbijskiej pobrezy, bieda w wioskach az piszczy. Ogolny balagan, brud, smieci przy drogach, smieci na podworkach. Przypomnial mi sie klimat Gwatemali, Hondurasu czy Nikaragui. Nie odroznilabym wiosek kolumbijskich od wyzej wymienionych, gdyby ktos pokazal mi tylko zdjecie.

Na poczatku siedzialam sama. Na przeciwko siedzial jakis mlodzieniaszek ok 20 letni, ktory cos tam zagadywal. Ogolnie malo ludzi w autobusie, spokoj. Mialam nad swym siedzeniem wylamany otwor wentylacyjny, z ktorego wialo jak diabli. Zalepilam go para skarpet. Tuz po zachodzie slonca dojechalismy do wiekszego miasta i nastapila inwazja. Dosiadl sie do mnie gruby, podejrzany typ, ktory wlal sie rowniez w moje siedzenie. Blagalnym wzrokiem szukalam pomocy. Autobus zapelnial sie powoli do ostatniego miejsca. Wolne jeszcze miejsce obok mlodzieniaszka juz bylo zajmowane przez kobiete z dzieckiem. Mlodzieniaszek przeprosil kobiete, mowiac ze jestesmy razem i ze sie wlasnie przesiadam. Jestem uratowana. Z wielka przyjemnoscia opuscilam siedzenie, ktore byloby nocnym koszmarem przy tym grubym facecie. Mlodzieniaszek okazal sie gadatliwym zolnierzem. Bardzo sympatycznym. Puscili Gladiatora w wersji hiszpanskiej, wiec milo spedzilam kolejne 3 godziny podrozy, a po filmie szybko zasnelam opatulona spiworem, nie myslac juz o rozbojach, kradziezach i napadach, ale o przeslaniach plynacych z filmu – o honorze, dumie, zdradzie i milosci.

Autor: Marta Podleśna-Nowak

Copyright © Latino Tour