Artykuły o Ameryce Łacińskej

< Powrót do artykuły

CARTAGENA DE INDIAS

Cartagena. Upalna, tloczna, kolorowa. Ludzie zyja na ulicy, ulica to zycie. Sprzedawcy dymiacych kurczakow z grilla, male dziewczynki ze slodyczami, naganiacze, sklepikarze ktorzy nawoluja klientow z ulicy, zebracy, babcie w owocami, przechodnie, turysci… Co krok mozna nabyc slodycze, bilety na loterie, owoce, gazety, sznurowki, baterie, pirackie plyty CD i wiele innych. Chodniki zamieniaja sie w targowiska, trudno przecisnac sie w tlumie. By przejsc na druga strone ulicy trzeba posiadac pewne umiejetnosci, najlepiej latania. Kartaginczycy zapomnieli bowiem, co to sa zasady ruchu drogowego i co oznacza czerwone swiatlo.

Mocna, czarna kolumbijska kawe mozna zakupic u ulicznych sprzedawcow. Rozlewaja ja z termosow ustawionych w drewnianych skrzynkach. Banany, pomarancze, melony, guayaba i inne egzotyczne owoce kupuje sie bezposrednio na ulicy. W ulicznych mini-barach za 0,5 dolara serwowane sa swiezo wyciskane soki, mieszane z woda lub z mlekiem. Wybor smakow oszalamiajcy. Co krok kusza blyskotkami sklepy jubilerskie. W ofercie glowne miejsce zajmuja szmaragdy oprawione zlotem. W koncu ponad polowa wydobywanych na swiecie szmaragdow pochodzi wlasnie z Kolumbii.

Cartagena de Indias to wyjatkowe miejsce ze wzgledu na swa historie. Zalozona w 1533 roku przez Hiszpanow, szybko stala sie glownym portem, zlotymi wrotami Ameryki. To tutaj wlasnie przybywaly skarby zrabowane Indianom i stad wyplywaly w dalsza droge do Hiszpanii. Aby uchronic miasto przed nieustannymi napadami piratow wybudowano twierdze, potezne mury okalajce miasto. Na budowe nie zalowano ani pieniedzy ani ludzi. Wielu niewolnikow zmarlo na skutek katorzniczej pracy. Ale dzieki fortyfikacji Kartagena mogla rozkwitnac.

Miasto polozone jest na siedmiu wyspach. Kolorowe domy, ciasne uliczki, koscioly, rezydencje z balkonami tworza niepowtarzalny klimat starego miasta. Zachowalo sie wiele kamienic w stylu kolonialnym, z werandami w drewnie, oknami z wnekami i uroczymi ukwieconymi balkonami. W obrebie wewnetrznych murow obronnych na uwage zaslluguja zabytkowe dzielnice El Centro i San Diego. Glowna brama do miasta znajdowala sie w miejscu dzisiejszego Puerto del Reloj (wiezy zegarowej). Spacerujac przez Plaza de la Aduana w kierunku klasztoru San Pedro Claver dochodzimy do glownego placu Bolivar. W okolicy kilka muzeow, katedra (w renowacji, sponsor Hyundai), Palac Inkwizycji. Mozna odpoczac na lawce przy fontannie w cieniu drzew. Sklepikarze przynosza mocna kawe, na rogu mozna zakupic swiezo wydrazony miazsz z kokosow. Liczne sklepy z pamiatkami i galerie przyciagaja uwage turystow. Warto pospacerowac nie tylko glownymi uliczkami i calle Santo Domingo, ale tez tymi na uboczu, gdzie mnostwo kolorowych kolonialnych domow i prawie kazdy ma jakis detal wart uwagi.

Kartaginczycy to naprawde przyjazni ludzie, otwarci i goscinni, usmiechnieci i pomocni (pisze to obiektywnie pomimo utraty 100 dolcow). Panienas (czyli kobiety w slowniku Olo) sa super bonitas. Wenezuelskie panienas byly troche przy tuszy, sadelko tu i owdzie, bez talii. Co druga Kolumbijka na ulicy wyglada jakby wlasnie uciekla z wybiegu. Szczuple, wysokie, o dlugich czarnych wlosach i delikatnych rysach twarzy. Prawie wszystkie w kusych bluzkach, odslaniajacych brzuch i obcislych jeansach, ktore opinaja sie na zgrabnych tylkach. Raj dla mezczyzn! Dowiedzialam sie od kilku osob, ze wiele mlodych dziewczyn cierpi na anemie. Odchudzaja sie bez opamietania. To zupelnie na odwrot niz w Wenezueli. Tam ze spodni wylewaja sie tluste brzuchy i nie widac, zeby dziewczyny byly zakompleksione.

Cartagene trzeba zobaczyc.

Autor: Marta Podleśna-Nowak

Copyright © Latino Tour