Rejs żaglowcem po Karaibach z Moniką Witkowską
Termin: 25.01 - 11.02.2027
Opis wyjazdu
To wyjątkowy rejs słynnym żaglowcem „Fryderyk Chopin”, którym będziemy podróżować po karaibskich wyspach archipelagu Małych Antyli. Płynąć będziemy najczęściej nocą, aby w dzień mieć czas na aktywności lądowe – zwiedzanie wysp, podziwianie raf koralowych i tropikalnej roślinności, tańce na prawdziwym karaibskim karnawale i być może zdobycie wulkanu!
Podczas rejsu będziemy mieli okazję pełnić wachty pokładowe, obeznamy się z żeglarskim slangiem, no i poczujemy prawdziwą radość z płynięcia pod żaglami.
DLA KOGO JEST TEN REJS
Dla wszystkich, którzy są spragnieni przygód – na morzu i wyspach, są pełnoletni, zdyscyplinowani i chcą poczuć, jak to jest być częścią żeglarskiej załogi. Przy czym absolutnie nie jest wymagane doświadczenie żeglarskie! Miejsca mamy dla 37 osób! Luksusów nie obiecujemy, natomiast trochę pracy do wykonania będzie – jak to na prawdziwym żaglowcu tj: pomoc w kambuzie, ciągnięcie za liny, sterowanie, mycie pokładu itd.
ŻAGLOWIEC
STS „Fryderyk Chopin” (STS to skrót od „Sail Training Ship” czyli „żaglowiec szkolny”) to mający 55 m długości dwumasztowiec, którego najwyższy maszt liczy 37 m, a pod względem ożaglowania jest to tzw. bryg. Co ważne nie jesteśmy na nim tylko pasażerami, ale przede wszystkim załogą, która prowadzi statek pod dowództwem tzw. załogi stałej (kapitan, mechanik, bosman, oficerowie, kuk). Wszyscy będziemy mieli obowiązek wychodzenia na wachty (w nocy również), natomiast do pracy na zawieszonych wysoko rejach zapraszani będą tylko ochotnicy (z asekuracją, po przeszkoleniu).
TRASA REJSU
Na żaglowiec wsiadamy na wyspie St Martin, a wysiadamy z niego na Martynice. Po drodze planujemy zawinąć na różne wyspy, z których większość stanowi samodzielne państwa (wizy nie są wymagane). W programie uwzględniliśmy: St Kitts & Nevis, Antiguę & Barbudę, Gwadelupę, Dominikę (nie mylić z Dominikaną), Grenadę, St Lucię, St Vincent i Grenadiny, a jeśli trafimy na szczególnie korzystne warunki, to może nawet uda nam się zahaczyć o Barbados. O ostatecznej trasie będzie decydował na bieżąco kapitan, a wpływ na to będą miały prognozy pogody, zwłaszcza wiatry oraz kwestie bezpieczeństwa (w tym rafy i możliwości dobicia do brzegu). Oznacza to, że podany niżej program należy traktować jako orientacyjny, z założeniem możliwości jego zmian, czy anulowania pewnych jego punktów. Jedno jest pewne – będziemy starali się zobaczyć jak najwięcej ciekawych miejsc!
ATRAKCJE
Pomysłów wypełnienia czasu na lądzie będziemy mieli dużo, ale wolimy przedwcześnie nie składać obietnic, które w efekcie mogą okazać się niemożliwe do realizacji. Ze względu na specyfikę pływania na żaglowcach, szczegółowy plan rejsu na tym etapie jest raczej życzeniowy, licząc że tzw. czynniki zewnętrzne będą nam sprzyjać. Mamy na myśli: kierunek wiatru, możliwości kotwiczenia (na bieżąco będziemy decydować, gdzie są sprzyjające warunki do zrzucenia kotwicy) czy chociażby kwestie odpraw granicznych – wystarczy, że wbije się przed nami wielki wycieczkowiec i zabierze nam cenny czas. Zatem w dalszej części programu przedstawimy Wam, jak może on wyglądać, gdyby się wszystko dobrze ułożyło.
Pewne jest, że poza żeglowaniem i możliwością podszkolenia się choćby w nawigacji czy węzłach, będziemy często (niemal codziennie) schodzili na ląd. Możemy Wam obiecać, że:
- nauczycie się wielu żeglarskich określeń lin i żagli, jak również czynności, których żadna teoria nie zastąpi
- możemy pośpiewać szanty siedząc na pokładzie, pod rozgwieżdżonym niebem
- przeżyjecie chrzest morski jaki zgotują Wam ci, co już na żaglowcach pływali
- zetkniemy się z bujną tropikalną przyrodą podczas zwiedzania wysp
- zobaczymy jak wygląda karaibski karnawał i pewnie też potańczymy przy latynoskich rytmach
- wykąpiemy się w lazurowym oceanie – na pocztówkowych wręcz karaibskich plażach albo na otwartym morzu, a kto chce, będzie mógł zanurkować i zobaczyć co kryje lokalna rafa (maski, fajki, płetwy trzeba mieć swoje)
- staniemy się niemalże ekspertami od karaibskiego rumu (degustacja na wyspach to jedno, ale proces produkcji też poznamy)
- zobaczymy wiele ciekawych miejsc – kolonialnych miast, zabytkowych fortów, cudów przyrody
- zapewne uda nam się popływać z płaszczkami, żółwiami, a może nawet rekinami
- do swojej listy odwiedzonych krajów dopiszemy kilka kolejnych, w dodatku takich mało znanych, nieczęsto odwiedzanych
- dla zainteresowanych – na zakończenie rejsu dostaniecie opinię z rejsu potrzebną do stopni żeglarskich i odpowiedni wpis w książeczce żeglarskiej.
ORGANIZACJA ZWIEDZANIA
Przez większość czasu żeglować będziemy głównie nocą, by dni wykorzystywać na zwiedzanie (odcinki między wyspami nie są długie). Przewidujemy jednak minimum 1 pełny dzień w morzu (jeśli się uda popłynąć na Barbados to będą to 3 dni).
Na Karaibach jachty i żaglowce nie wchodzą do portów – stoją na kotwicy, skąd na ląd załoga przeprawia się pontonami (mamy do dyspozycji dwa). Nie musimy wystawiać wacht kotwicznych – statku będzie pilnować stała załoga, przez co wszyscy będziemy mogli poznawać odwiedzane wyspy. Na części wysp będziemy mieli zorganizowane wycieczki, ale będą też i takie, gdzie pobyt na lądzie będzie odbywał się na zasadzie czasu wolnego, do samodzielnego zorganizowania w gronie wacht czy spontanicznie tworzących się grupek (każdego dnia przy kolacji będziemy omawiali plan na kolejny dzień, doradzając jak go wykorzystać). Wszystkie wymienione w programie wycieczki po wyspach są fakultatywne czyli dodatkowo płatne (już na miejscu wyprawy) i ich koszty są poza ceną rejsu.
Program
Według rezerwacji grupowej wylot z Warszawy będzie rano i na miejscu w Saint Martin, z przesiadką w Amsterdamie, powinniśmy być po południu tego samego dnia. Niby szybko, ale trzeba dołożyć przesunięcie czasowe! Możliwy jest też samodzielny dolot – wtedy spotkamy się już w miejscu docelowym. Po wyjściu z lotniska pojedziemy zakwaterować się w hotel i zapewne znajdzie się czas wieczorkiem, by pod lokalną palmą wznieść pierwszy toast karaibskiego rumu za przychylność Neptuna
Czy kojarzycie często pokazywaną w internecie plażę, na której samoloty przelatują niemal tuż nad głowami opalających się osób? To właśnie na tym lotnisku (Princess Juliana Airport), zaraz za tą plażą, lądowaliśmy, a w pierwszym dniu naszej karaibskiej wyprawy, możemy na ową plażę zwaną Maho wyskoczyć. Ogólnie będzie to dzień wolny, który polecamy wykorzystać również na odpoczynek, albo zwiedzanie. Stolica holenderskiej części wyspy, Philipsburg, kusi kolonialną architekturą, natomiast największe miasto części francuskiej, Marigot słynie głównie z dobrych knajpek. Jest też opcja niskogórska - na zdobycie czeka Pic du Paradis, najwyższy szczyt wyspy, o wysokości 424 m.
Do południa będzie czas wolny, który można wykorzystać na dłuższe pospanie, plażing, albo wyjście do XVIII-wiecznego fortu, który jest niedaleko naszego hotelu i stanowi dobry punkt widokowy. Po południu pojedziemy do miejsca, z którego odbiorą nas pontony z żaglowca i popłyniemy na kotwiczącego nieopodal „Chopina”. Po zakwaterowaniu się na statku dokonamy podziału na wachty i przejdziemy instruktaż związany z obsługą lin oraz kwestiami bezpieczeństwa. Wieczorem, po kolacji zjedzonej w mesie na żaglowcu - podniesiemy kotwicę i wypłyniemy w morze.
Posiłek: śniadanie, lunch, kolacja
Po całonocnym żeglowaniu dopłyniemy do najmniejszego niezależnego państwa półkuli zachodniej, gdzie wybierzemy się całą załogą na wycieczkę po wyspie. Liczymy, że na jej koniec uda nam się zrobić czas wolny w Basseterre, stolicy kraju, której symbolem jest okrągły plac zwanym Circus z zegarem wiktoriańskim na jego środku.
Noc spędzimy żeglując po morzu, natomiast dzień w kolejnym karaibskim państwie. Tym razem zamiast ogólnej wycieczki, będzie czas na samodzielne zwiedzenie stolicy - Saint John`s gdzie głównym zabytkiem jest mająca początek w XVII wieku anglikańska Katedra Św. Jana. Na lokalnym targu kupimy sobie tropikalne owoce, polecamy też zajrzeć do Fort James, który jest jednym z 40 fortów jakie w dawnych czasach strzegły wyspy Antigua.
Jako że większość z nas to miłośnicy gór, wybierzemy się całą załogą na wycieczkę, której celem będzie zdobycie najwyższego szczytu tej części Karaibów, czyli dymiącego giganta, a dokładniej wulkanu Soufriere (1467 m). Jego nazwa oznacza „ujście siarki” i faktycznie siarkę czuć, z racji że jest to wulkan ciągle aktywny. Podejście od parkingu zajmuje ok. 2 godziny, tak więc starczy nam jeszcze czasu na zobaczenie na wyspie jakiegoś innego miejsca. Bierzemy pod uwagę destylarnię rumu albo Park Marynistyczny założony przez Jacques’a Cousteau, słynnego przyrodnika, nurka i odkrywcę, gdzie pływając z maską można poznać niezwykle barwny świat lokalnej rafy koralowej.
Z racji tego, że jest to wyspa uważana za jedną z najciekawszych, pojedziemy zobaczyć ją z lokalnym przewodnikiem. Atrakcją będzie już sama roślinność, przypominająca dżunglę, przepłyniemy się łódkami po Indian River, wsłuchamy się w głosy licznego ptactwa, wykąpiemy się w malowniczych jeziorkach, a jak da radę, to o stolicę Dominiki, miasto Roseau, też zahaczymy.
Ten dzień zakładamy na żeglowanie i rozwinięcie żagli, tak aby zobaczyć „Chopina” w pełnej krasie. Oznacza to prace przy linach, a dla chętnych - wyjście do pracy na rejach. Odwiedzi nas też Neptun we własnej osobie i wraz ze swoją świtą, wszystkich którzy są na żaglowcu po raz pierwszy, podda próbom potwierdzającym, że ze szczurów lądowych staliśmy się już pełnoprawnymi wilkami/wilczycami morskimi.
U wybrzeży tej wyspy istnieje naprawdę wyjątkowa w skali świata atrakcja - podwodna galeria rzeźb (Molinere Bay Underwater Sculpture Park). Można ją zobaczyć nurkując z butlą (dotyczy osób z licencjami nurkowymi), albo tylko z maską i z płetwami (bez licencji), ale że nie wszyscy z naszej ekipy lubią nurkować, będzie to atrakcja wyłącznie dla chętnych, na zasadzie ok. 4 godzinnej wycieczki dodatkowo płatnej (cena ok. 100 USD). Pozostałe osoby będą mogły wykorzystać ten czas Relaksując się na którejś
z licznych plaż pokrytych drobnym, białym piaskiem, albo na zwiedzanie stolicy - urokliwego, zachwycającego wąskimi uliczkami miasteczka Saint George.
Na Grenadynach mamy dwie opcje - którą z nich wybierzemy zdecydujemy na miejscu, w zależności od tego przy której wyspie zakotwiczymy. Jeśli kapitan wybierze St Vincent, to jest to równoznaczne z okazją do zwiedzenia stolicy kraju, jaką jest Kingstown (ładna jego panorama jest z pochodzącego z XIX wieku Fortu Charlotte) i zobaczenia zatoki uwiecznionej w filmie „Piraci
z Karaibów” (zachował się łuk skalny na której wieszano pojmanych piratów). Odwiedzimy też słynny wśród polskich i czeskich żeglarzy „Bar u Antka”, którego wesoły szef może zrobi nam „rum fire show”. Druga opcja to wyspa Bequia z rafą przy Tobago Cays - miejsce, w którym możemy poplażować i popływać z maską oglądając żółwie morskie, płaszczki, zachwycające kolorami ryby, a czasem nawet rekiny (niegroźne). W tym przypadku wieczorem mamy też imprezową propozycję - na malutkiej Happy Island, której praktycznie całą powierzchnię zajmuje bar z opcją tańców na bosaka.
Całą załogą, z lokalnym przewodnikiem pojedziemy na wycieczkę po wyspie. Będą ładne widoki na porośnięte bujną roślinnością wulkany, wykąpiemy się w siarkowych źródłach termalnych oblepiając się przy tym odmładzającym błotem, zajrzymy do krateru czynnego wulkanu koło miejscowości Soufriere i zobaczymy uważane za symbol wyspy malownicze formacje geologiczne zwane Petit Piton i Gros Piton.
Te dni musimy zachować jako rezerwowe, do ewentualnego wykorzystania w odpowiednim momencie rejsu, jeśli będzie tego wymagała sytuacja (chodzi o kwestie pogodowe czy techniczne związane z żaglowcem). Jeśli wszystko będzie szło zgodnie
z planem i nie zaliczymy żadnych „obsuw”, może pojawić się szansa zahaczenia o Barbados, czyli zobaczylibyśmy jeszcze jedno wyspiarskie państwo. Jeśli jednak, ze względu na kierunek wiatrów, nie będzie to możliwe, zostanie wtedy więcej czasu na kolejne ciekawe miejsca na wyspach wymienionych w programie albo wcześniejsze zawinięcie do Martyniki i być może wejście na wulkan Montagne Pelee (1397 m). Ostatnie słowo i tak należeć będzie do kapitana!
Zakotwiczeniem przy brzegu francuskiej wyspy zakończymy nasze żeglowanie. Po przeprawie na ląd pojedziemy całą załogą na autokarową wycieczkę, w trakcie której czekają nas ładne widoki m.in. na najwyższą lokalną górę - wulkan Pelee, urokliwy wodospad, a być może zaliczymy też przystanek przy replice słynnej paryskiej świątyni, bazyliki Sacre Coeur (coś dla ducha)
i degustację lokalnego rumu (coś dla pogody ducha). Po wycieczce będzie czas wolny w mieście, w Fort de France gdzie wieczorem odbywać się będzie karnawałowa parada! Jednym słowem rzucimy się w wir tego z czego Karaiby słyną szczególnie: muzyka, taniec i dobra zabawa!
Po śniadaniu i ostatnich jachtowych porządkach przyjdzie czas na pożegnanie się z naszą załogą i żaglowcem. Po przeprawieniu się na ląd pojedziemy na lotnisko, aby skorzystać z popołudniowego lotu do Europy. Jeśli ktoś będzie chciał wydłużyć sobie pobyt na Martynice, to jest taka możliwość, ale już na własną rękę.
Przylot do Warszawy.
Cena
11900 PLN przelot
Zaliczka przy zgłoszeniu: 3000 PLN
Liczba uczestników: 35 osób.
Szczegóły wyprawy:
- Nazwa wyprawy: Rejs żaglowcem po Karaibach – wyprawa z Moniką Witkowską
- Kraj: kraje w archipelagu Małych Antyli
- Termin: 25.01 - 11.02.2027
- Symbol wyprawy: REJS2701
- Organizator: Latino Tour Marta Podleśna
- Opracowanie programu: Monika Witkowska, Adam Rowicki
Cena obejmuje:
- Zakwaterowanie: dwa noclegi po przylocie - w hotelu klasy turystycznej na wyspie St. Martin (pokoje 2-osobowe), na żaglowcu - turystyczne kajuty kilkuosobowe oraz wspólne łazienki
- Transfery z lotniska do hotelu na St. Martin (w dniu przylotu grupy) oraz na żaglowiec, a także ostatniego dnia wyprawy - z żaglowca na lotnisko
- Pełne wyżywienie (śniadanie, lunch, kolacja) na żaglowcu „Fryderyk Chopin”. Jeśli z racji wycieczki nie będzie można skorzystać z lunchu na statku, wówczas zostanie on wydany w formie obiadokolacji. Całodobowy dostęp do kawy i herbaty
- Opieka załogi stałej żaglowca (kapitan, bosman, kucharz, szef maszyny, oficerowie i inni)
- Opieka ze strony liderów wyprawy - Moniki i Adama
- Opłaty portowe i koszty paliwa
- Ubezpieczenie na czas wyjazdu KL, NNW, Bagaż
- Składki: TFG, TFP
- Podatek VAT
Cena nie obejmuje:
- Przelotów międzynarodowych na trasie Warszawa - Saint Martin - Martynika - Warszawa (ok. 6000zł)
- Posiłków i napojów na wyspach
- Wszystkich wycieczek wymienionych w programie, które są fakultatywne czyli osobno płatne w gotówce na miejscu - ich łączny koszt szacowany jest na kwotę 750 USD.
- Dla chętnych na wycieczkę nurkową - koszt dodatkowy ok. 100 USD
- Napiwków (50 USD)
- Ew. kosztów przedłużenia pobytu na Martynice (transfery, noclegi, wyżywienie)
- Kosztów związanych z wcześniejszym wymeldowaniem się z żaglowca, czy to na własne życzenie, czy też z powodu choroby
- Wydatków osobistych
Ważne:
Ekwipunek – nie jest potrzebny żaden specjalistyczny ekwipunek, niemniej na pewno prześlemy w odpowiednim czasie listę wartych zabrania rzeczy.
Kwestie medyczne – chorób tropikalnych nie ma, szczepienia nie są wymagane, natomiast być może u niektórych pojawi się choroba morska (lepiej nastawić się, że się nie pojawi, bo nie jest to okres sztormów, a odcinki płynięcia są krótkie).
Jest możliwość pozostania na Martynice dłużej, na własny koszt. Osoby chętne na przedłużenie pobytu proszone są o zgłoszenie tego przy podpisywaniu umowy.
Uczestnicy akceptując program i jego warunki są świadomi, że jest to rejs na żaglowcu, a nie na wycieczkowcu. Oznacza to, że nie należy nastawiać się na luksusy, a opieka ze strony załogi stałej nie oznacza usługiwania. Każdy z nas będzie miał obowiązek wykonywania pewnych prac – w kambuzie (kuchni), przy sprzątaniu, myciu pokładu, pracach przy żaglach, sterowaniu.
Zejście na ląd z żaglowca, jak i powrót z lądu na żaglowiec, odbywać się w sposób rotacyjny w kilku grupach.
Od uczestników wyprawy wymagane jest dostosowanie się do decyzji kapitana żaglowca, oficerów oraz liderów – Moniki i Adama. Musimy też przyjąć, że na żaglowcu zabronione jest spożywanie alkoholu. Na lądzie w czasie wolnym każdy robi to, na co ma ochotę, jednak nadużywanie alkoholu, jak i niestosowne zachowanie lub nierespektowanie lokalnych zwyczajów, jest źle widziane na naszych wyjazdach.


